Marcovia minimalnie lepsza

W niedzielę rozegraliśmy kolejny mecz w lidze zimowej.

W niedzielę rozegraliśmy kolejny mecz w lidze zimowej. Naszym przeciwnikiem był zespół Marcovi Marki. Mecz zakończył się naszą porażką 6:4. Trzykrotnie na listę strzelców wpisał się Jonasz Potyra, zaś jedno trafienie zanotował Nikodem Natan. 
 

Skład: W. Lisak, A. Kondej, M. Cupriak, G. Szczęsny, O. Koper, A. Perucki, J. Socha, W. Szyszkowski, J. Potyra, N. Natan 
 

Mecz rozpoczął się od karnego z kapelusza dla naszych przeciwników i drugiego trafienia w przeciągu dwóch minut. Marcovia wyszła bardzo wysokim pressingiem, nasi chłopcy byli tym faktem zaskoczeni. Mieliśmy problemy z wyjściem ze swojej strefy obronnej. Po kilku minutach zaczęliśmy wychodzić dość płynnie i oddaliśmy grę od naszej bramki. Jednak kolejne dwa prezenty od nas zakończyły się dwoma golami dla Marek. W pierwszej połowie w naszej grze brakowało tempa, pazerności, a zwłaszcza decyzji. W momencie, gdzie nasi chłopcy mogli przyjąć piłkę do strzału, do światła bramki lub po prostu oddać strzał, motali się, wyganiali na boki, lub przyjmowali piłkę na cztery razy. 

Na drugą połowę wyszła inna drużyna. Wyszliśmy wysoko, agresywnie i to nasi rywali podarowali dwie bramki. Całkowicie zdominowaliśmy mecz i nie mieliśmy problemów z wyjściem z pod pressingu. Nasi rywale ograniczyli się już tylko do wybijania długiej piłki czy z „piątki” czy z autu. Wynik cały czas jest dla nas sprawą drugorzędną (nie tak jak dla niedzielnych rywali). U nas stały problem – skuteczność. Wpadliśmy też ze skrajności w skrajność. W pierwszej połowie za bardzo szukaliśmy „kwadratowych jaj” przed strzałem, tak w drugiej części za szybko podejmowaliśmy decyzję o strzale. 

Podsumowując brawa dla chłopców za obudzenie się w II połowie. Wyróżnienie dla Wojtka Lisaka. „Lisek” oprócz kilku świetnych robinsonad, dołożył bardzo dobrą grę nogami. Zagrał kilka mocniejszych, dłuższych passów, dzięki czemu nasze wyjście było płynniejsze i łatwiejsze. Z tak grającym bramkarzem nogami jeszcze bardziej możemy uskuteczniać nasz styl. Styl, który jeszcze nie jest doskonały, który czasami „kuleje”, któremu brakuję tego aby zaskoczyły wszystkie elementy, ale który z każdym miesiącem na pewno będzie bardziej doskonały. A bardzo duże zalążki były widoczne w tym meczu.