Akademia piłkarska Talent Warszawa
Drukowanie na Drukarzu
Obszerna relacja z chaotycznego meczu przeciwko Drukarzowi Warszawa.
Drukarz Warszawa – Talent Warszawa 3:2 (Basiuk, Komarnicki)
Skład: Sebastian Dzwonkowski, Michał Wójcik, Kuba Czarnecki, Marcel Kluczny, Ramil Mustafaev, Albert Szymański, Mateusz Muszyński, Mateusz Kłos, Mateusz Klimkiewicz, Stefan Komarnicki, Paweł Basiuk, Krzysztof Kulbicki, Piotr Długołęcki, Adrian Król, Wiktor Podolski
Sędzia Żarów – współczuję wszystkim drużynom, trenerom, rodzicom, którym ten Pan będzie prowadził mecz. Z jakiego powodu? Ten człowiek mówiąc najprościej na świecie NIE MA POJĘCIA O PIŁCE NOŻNEJ. Spotkanie zamienia się w jeden wielki przypadek, wszystko zależy od tego co arbiter sobie nagle wymyśli. To co się wydarzyło na „Wembley” jest nie do opisania. Kto nie widział na żywo ten nie uwierzy.
Mecz zaczynał się o godzinie 18:00. Zakończyliśmy go o 20:10. Dlaczego?
- Sędzia podyktował 3 rzuty karne dla Drukarza.
- Sędzia podyktował 1 rzut karny dla Talentu, po czym odwołał go przez interwencję trenera Drukarza.
- Sędzia mierzył czas na skórzanym zegarku z tarczą analogową.
- Gwizdek sędziego brzmiał jak te dla dzieci z Bravo-Sportu.
- Sędzia w drugiej części gry zakończył mecz, ponieważ zawodnicy zaczęli się bić. Na pytanie: co teraz? Odpowiedział: „Nie wiem”
- Sędzia zatrzymał mecz i podbiegł do osoby, która nagrywała mecz, by sprawdzić czy był faul. (Cały precedens trwał około 10 minut).
- Sędzia decydował o rzutach wolnych pośrednich na chybił-trafił. Raz był pośredni, raz bezpośredni.
- Sędzia przerywał grę, gdy któryś z zawodników leżał na chybił-trafił. Raz przerwał, a raz nie.
- Sędzia pospieszał bramkarza, by wznowił grę poprzez gwizdek.
- Sędzia tak się pogubił, że nikt nie wiedział, ile czasu zostało do końca meczu.
- Sędzia nie miał pojęcia jak rozpocząć grę po jej przerwaniu – czy ktoś komuś oddaje piłkę, czy rozpoczynamy z boiska, czy rzuca piłkę do walki.
- Sędzia zamiast pokazywać stronę autu podnosił rękę do góry.
To przykre, że jeden człowiek może zniweczyć ciężką pracę zawodników, trenerów, jak również rodziców. Pamiętajmy jednak, że to tylko mecz I ligi wojewódzkiej Trampkarzy. Gorzej jak jest miliony ludzi oglądają ćwierćfinał Ligi Mistrzów, a arbiter wypacza awans Realu Madryt.
Niestety… ile można? Sędziowie narzekają na to, że jest na nich nagonka; że są krytykowani; że kibice się denerwują. Trudno o spokój, jeżeli przychodzi człowiek nieprzygotowany do pracy. Czas się ocknąć i wziąć do roboty. Szkolić się i przede wszystkim znać regulamin, ponieważ to woła o pomstę do nieba. Dotychczas w lidze wojewódzkiej mieliśmy do czynienia z naprawdę dobrymi sędziami. Tym razem cudem uniknęliśmy kontuzji i jednej wielkiej bójki.
„Jest mało sędziów” – to można usłyszeć z Wydziału Sędziowskiego. Jestem pewny, że 90% trenerów sędziowałoby mecze lepiej niż niektórzy Panowie ze zdanym na siłę egzaminem. Lepszym rozwiązaniem byłoby szkolenie przedstawiciela każdego z warszawskich klubów i wprowadzenie go w świat sędziowski. Każdy klub musiałby mieć w swoich szeregach trenera, który jednocześnie miałby uprawnienia do prowadzenia rozgrywek 7-osobowych (żaków/orlików). Wtedy rozgrywki żaków i orlików prowadzą trenerzy gospodarzy, którzy odbyli szkolenia w Mazowieckim Związku, natomiast sędziowie zajmujący się maluchami mogliby przejść do starszych kategorii wiekowych. A takim Panom jak Pan Żarów podziękować, ponieważ to nie jest łatwe. Wymaga wielu zdolności, a w szczególności rzetelnej oceny sytuacji i znajomości przepisów. Ewentualnie niech zajmują się takimi pojedynkami jak Pegaz III Warszawa – Orzeł II Żabieniec.*
Teraz informacja do naszych rodziców. Dostałem od Was przeprosiny za to, że się denerwowaliście, a zgodnie z naszymi zasadami powinniście zachować spokój. Nie ma co sypać głowy popiołem, nawet osoba o najmocniejszych nerwach nie wytrzymałaby kompletnej nieporadności tego arbitra. To tak jakbyśmy czekali podczas pożaru na straż pożarną, a ta przyjechałaby bez węży, dostępu do wody i gaśnic. Najlepszą odpowiedzią na niebezpieczeństwo to brak paniki. Ale jak tu nie krzyczeć, będąc skazanym na katastrofę przez nieudolność osoby za to odpowiedzialną. Myślę, że nawet buddyjski mnich nie mógłby skoncentrować się na swoich medytacjach widząc obraz tego meczu.
Zbierałem się do relacji z tego meczu przez tydzień, obejrzałem na spokojnie nagranie wideo i z przykrością informuję, że nie ma co rozmawiać o grze. Cyrk, kabaret i wstyd, że w takim czymś braliśmy udział. Normalny mecz zagramy na Blokowej, gdzie nasz klub zapewnia każdorazowo sędziów bocznych. Po pojedynku 17 czerwca będziemy mogli skupić się na konkretnym sprawozdaniu meczowym. Chyba, że ponownie arbitrem okaże się Makbet powyższego opowiadania.
*Takie kluby oczywiście nie istnieją, ale nie chciałem żadnego urazić.
**Tytuł w żaden sposób nie sugeruje, że arbiter był po stronie gospodarzy. Popełniał kuriozalne błędy w obydwie strony, ale akurat tak się złożyło, że bardziej mogli je wykorzystać koledzy z Drukarza.
