Ciężkie przeprawy rocznika 2007

Dwa mecze podopiecznych trenera Gontarza.

W sobotę rocznik 2007 rozegrał mecz sparingowy z Legionovią Legionowo. Spotkanie zakończyło się remisem 6:6. Pięciokrotnie rywali bramkarza pokonywał Wiktor Szyszkowski, a jedno trafienie dołożył Nikodem Natan.

Skład: P. Sierawski, B. Habib, G. Szczęsny, P. Kończyk, K. Zub, A. Perucki, O. Koper, W. Szyszkowski, N. Natan, A. Kondej 

Mecz rozpoczął się dla nas tragicznie i w przeciągu 3 minut straciliśmy trzy bramki. Chłopcy przez pierwsze 5 minut popełniali wszystkie te błędy o których mówiłem i na które uczulałem. Im dalej w mecz, tym nasza gra wyglądała zdecydowanie lepiej. Bardzo poprawiło się wyjście z pod naszej bramki, dzięki czemu wykonaliśmy kilka bardzo ładnych akcji. To my kreowaliśmy, staraliśmy się kreować i stwarzaliśmy ciekawsze sytuację. Szkoda, że co jakiś czas nie ustrzegliśmy się błędu, czego wynikiem był kolejne trzy stracone bramki. Wyróżnienie na pewno dla „Szyszki”, który ciągnął całą naszą grę ofensywną do przodu i był tego dnia najlepszy i nie uchwytny. Reszta zespołu też na plus, zwłaszcza za skorygowanie „wielbłądów” i powrót na właściwe tory. 

 

W niedzielę zmierzyliśmy się w lidze zimowej z drużyną FFA. Ulegliśmy 11:8. Jednak wynik nie odzwierciedla naszej naprawdę dobrej i mądrej gry tego dnia. 
 

Skład: P. Sierawski, O. Koper, G. Szczęsny, D. Szurpa, M. Cupriak, J. Socha, D. Nowak, W. Szyszkowski, N. Natan, A. Kondej 

Bramki: J. Socha, D. Nowak, W. Szyszkowski, N. Natan, A. Kondej x2, O. Koper x2 
 

Mecz rozpoczęliśmy od prowadzenia 2:0 i niestety poważnej kontuzji Damiana. Następnie rywale ruszyli na nas bardzo wysokim pressingiem z którym nie do końca mogliśmy sobie poradzić. Boisko na Ostródzkiej nie jest duże (delikatnie mówiąc) i aby grać naszą grę musi zgadzać się wiele elementów. Nie zgadzały się ona na początku i tak zrobiło się 3:3. Druga część pierwszej połowy to nasza bardzo dobra gra. Zwiększyła się ruchliwość, wygrane pojedynki 1 na 1 zaowocowały kilkoma ładnymi akcjami i prowadzeniem 5:3. Druga połowa zaczęła się podobnie jak pierwsza. No może przeciwnicy nie mieli w głowie akcji z miliona podań tylko szybkie jej zabranie i oddanie strzału. Przy naszej bardzo biernej postawie w defensywie szybko straciliśmy pięć bramek. I tutaj znowu, zupełnie nie potrzebnie wtargnęło się w szeregi chłopców zniechęcenie i nerwy, które nie pomagały dobrej grze. I w drugiej części meczu, znowu ładne i składne akcję, znowu bez problemowe wyjście z pod pressingu. Brakowało albo ostatniego podania albo skutecznego strzału, ale naprawdę dobrze się na to patrzyło. Szkoda momentu przestoju, nie ze względu na końcowy wynik i stracone bramki, ale ze względu aby taka grę prezentować ciągle bez względu na okoliczności (tak jak to było w Skierniewicach na przykład). Mecz zakończył kapitalną akcją indywidualną i pięknym strzałem „po widłach” Szirer- brawo.