Akademia piłkarska Talent Warszawa
Gentelmeni
Zaległa relacja z meczu przeciwko Legionovii, który zakończył się wynikiem 4:2 dla gości.
Zaległa relacja z meczu przeciwko Legionovii, który zakończył się wynikiem 4:2 dla gości.
Talent Warszawa – Legionovia 2:4 (Długołęcki x2)
Skład: Sebastian Dzwonkowski, Damian Jaczewski, Marcel Kluczny, Albert Szymański, Daniel Stawropolcew, Michał Wójick, Albert Szymański, Konrad Bieniek, Ramil Mustafaev, Kuba Czarnecki, Mateusz Muszyński, Wiktor Podolski, Piotr Długołęcki, Krzysztof Kulbicki
To był dziwny mecz, przez pierwsze 35 minut miałem wrażeniem, że graliśmy z Lokomotywą Legionowo. Zostaliśmy dosłownie zmiażdżeni, a 0:3 to dla nas najmniejszy wymiar kary. Przestraszyliśmy się i przepuszczaliśmy rywali przez nasze kolejne formacje jak dobrze wychowani gentelmeni dający kobiecie wejść w drzwi.
Już w 12 minucie zszedł „Baśka”, który zaliczył przez ten czas dwa podania do napastnika rywali (jedno zakończyło się bramką) i brak jakiejkolwiek reakcji przy dobitce zawodnika Legionovii. Stał obok niego, miał wygraną pozycję, wystarczyło zacisnąć zęby i wyskoczyć. Paweł wolał się skulić i dać uderzyć przeciwnikowi z 5 metrów. Pierwszy błąd „Baśki” nie byłby tak widoczny, gdyby „Dzwonek” nie stał obok bramki. Kuriozalny gol na 1:0 to podanie Pawła do napastnika i Seba stojący obok bramki. W ten oto sposób podłączyliśmy pod Legionovię prąd.
„Jaczes” również został szybko zmieniony. Niestety Damian musi się obudzić, ponieważ nie dojeżdża do poziomu od kilku meczów. Po zmianie całej prawej strony zaczęliśmy stawiać nieco większy opór. Nadal nie wyprowadzaliśmy ataków, ale blokowaliśmy Legionovię. Wynik 2:0 utrzymywał się przez dłuższy czas. Dwa otrzymane gongi były dla gości tak mocnym bodźcem, że mentalnie osiągnęli poziom ekipy nie do zatrzymania.
Nasze sytuacje ograniczyły się do tych przed pierwszą bramką oraz do jednej, która mogłaby całkowicie zmienić obraz meczu. „Mucha” wyszedł sam na sam z bramkarzem. Wynik 1:2 do przerwy to rezultat do odrobienia, ale niewykorzystana sytuacja natychmiast się zemściła i zamiast w szatni widzieć światełko w tunelu dostaliśmy trzeciego gola.
W tej sytuacji nasz doświadczony defensor „Mara” dał się odwrócić rywalowi w polu karnym, by ten uderzył piłkę po długim rogu. No po prostu brak słów. Większy o głowę czy nie w roli osoby broniącej dostępu do bramki trzeba walczyć!
Druga część to zupełnie inny mecz. Poinformowałem zawodników o tym, że przeciwnicy w Ostrołęce również wygrywali 3:0, by ostatecznie zremisować 3:3. Całkowicie zmieniliśmy naszą grę. Planem był tylko atak, atak i jeszcze raz atak. Nie było to zgodne z jakimkolwiek modelem gry naszej drużyny, czy pomysłem. Wszyscy jednak mogą być zadowoleni, ponieważ było SKUTECZNE. Przez kolejne 35 minut zdobyliśmy 2 bramki, a straciliśmy 1. Zespół wyszedł na boisko waleczny i nie kalkulował, czy przeciwnicy są wyżsi czy silniejsi.
Wielkie brawa za taką metamorfozę. Po zdobytej bramce na 3:1 mieliśmy kolejne okazje. Legionovia była w tarapatach, ponieważ zaciekle atakowaliśmy i wierzyliśmy w pozytywny rezultat. Odrobić 3 gole to nie jest jednak proste zadanie. Tym bardziej, że goście nie robili takich błędów w defensywie jak my w pierwszej części.
Porażki uczą najwięcej, a my jako beniaminek tej ligi wyciągniemy szybko wnioski. Próba zespołu tak naprawdę dopiero przed nami. Nie można się poddawać, nie można się zniechęcać tylko cierpliwie i wytrwale pracować na lepszą rundę rewanżową!
