Loading 40%

Jeszcze przed weekendem majowym, rocznik 2002 rozegrał czwarte spotkanie ligowe w sezonie.

Jeszcze przed weekendem majowym, rocznik 2002 rozegrał czwarte spotkanie ligowe w sezonie. Po niezwykle dramatycznej końcówce, zawodnicy Talentu zdobyli kolejne trzy punkty, dzięki czemu utrzymali się na pozycji lidera. Relacja w rozwinięciu.
 
Talent Warszawa 3:2 (1:1) KS Wesoła
 
Skład:

Bartek Szczęsny (Angelo Cherubini) – Eryk Dylewski, Jegor Griaziev, Marcin Jadczak, Jakub Zawadzki – Jakub Łempicki, Jakub Ciborowski, Dawid Jusiński – Piotr Buda, Piotr Rosiński (Mateusz Bański), Patryk Człapski (Daniel Pietruczyk)
 
Bramki:
0:1 – 3 min – przeciwnik
1:1 – 35 min – Patryk Człapski as. Jakub Ciborowski
1:2 – 48 min – przeciwnik
2:2 – 60 min – Marcin Jadczak (rzut karny)
3:2 – 70 min – Dawid Jusiński as. Mateusz Bański
 
Relacja:
W tym meczu zrobiliśmy wszystko, aby nie wygrać. Na początku straciliśmy bramkę w kuriozalnych okolicznościach, następnie spudłowaliśmy z rzutu karnego i nie wykorzystaliśmy kilku doskonałych okazji do zdobycia gola. Stratę odrobiliśmy dopiero pod koniec pierwszej części spotkania. Tym samym, od drugiej połowy mecz rozpoczął się na nowo. Nie zmienialiśmy naszych założeń – nadal dążyliśmy do zdominowania przeciwnika. Nie przekładało się to jednak na wymierne efekty w postaci bramek. Z każdą minutą pojawiało się coraz większe zmęczenie, a także stres, co odbijało się na jakości naszej gry. Coraz ciężej przychodziło nam konstruowanie akcji. Gdy już udawało się stworzyć zagrożenie pod bramką rywala najczęściej podejmowaliśmy złe decyzje – gdy trzeba było strzelać podawaliśmy, gdy należało podać dryblowaliśmy, gdy najlepiej było dryblować my strzelaliśmy… Rywal dosłownie raz zagroził naszej bramce, a stało się to po kontrataku, na który nasza obrona nie była przygotowana. W ten sposób straciliśmy bramkę i jeszcze bardziej utrudniliśmy sobie życie. Ostatnie 22 minuty to ciągłe próby sforsowania bramki przeciwnika. Na 10 minut przed końcem zrealizowaliśmy pierwszą część planu – wyrównaliśmy wynik po strzale z rzutu karnego. Mecz dalej toczył się na naszych warunkach, ale nie wpływało to na zmianę rezultatu. W tym czasie również nie ułatwiliśmy sobie drogi do zwycięstwa, prowokując na boisku awanturę, po której przez 5 minut musieliśmy grać w osłabieniu. Stan remisowy utrzymywał się aż do ostatniej sekundy. Gdy wydawało się, że czas dobiegł końca, my ostatnimi siłami wyprowadziliśmy „atak rozpaczy”. W nim główną rolę odegrał Dawid Jusiński, który w sytuacji sam na sam zachował zimną krew i wpakował piłkę do siatki tuż obok bezradnego bramkarza. Po tym trafieniu sędzia zakończył spotkanie i mogliśmy świętować triumf.
 
Zwycięstwo wyszarpane przeciwnikowi w ostatniej chwili może wywołać euforię, ale nie może ona przesłaniać obrazu spotkania. Ten mecz powinniśmy rozstrzygnąć w pierwszych 35 minutach, a na drugą połowę wychodzić z wysokim prowadzeniem, które pozwoliłoby na złapanie spokoju w grze. Zamiast tego mieliśmy narastające z każdą minutą napięcie, które nie pozwalało nam pokazać tego co potrafimy. Musimy z większą koncentracją podchodzić do niektórych spraw, bo tak naprawdę byliśmy bardzo blisko wpadki i z całą pewnością pretensje moglibyśmy mieć jedynie do siebie. Na szczęście wygraliśmy, możemy zostawić to spotkanie za sobą i bogatsi o nowe doświadczenie patrzeć w przyszłość.

 

GALERIA ZDJĘĆ