Nienasyceni

W weekend 14-15.01 nasza drużyna wyjechała do Gniezna na ogólnopolski turniej „Football Winter CUP”.

W weekend 14-15.01 nasza drużyna wyjechała do Gniezna na ogólnopolski turniej „Football Winter CUP”. Po dwóch dniach rywalizacji, do której stanęło 30 zespołów, uplasowaliśmy się na 7 miejscu. Do najlepszej piątki turnieju został wybrany Jonasz Potyra

Skład: W. Lisak, G. Szczęsny, M. Cupriak, D. Nowak, J. Potyra, W. Szyszkowski, A. Kondej, D. Szurpa, A. Perucki, O. Koper 
Wyniki:
Sobota:

Talent Warszawa – Huragan Pobiedziska 4:0 (J. Potyra x2, G. Szczęsny, W. Szyszkowski)
Talent Warszawa – Talent Poznań 7:0 (J. Potyra x4, A. Perucki, G. Szczęsny, M. Cupriak)
Talent Warszawa – AP 92 Witkowo 10:0 (J. Potyra x5, O. Koper, A. Perucki x2, A. Kondej, D. Szurpa) 
Talent Warszawa – Unia Swarzędz 6:1 (J. Potyra x2, A. Kondej x2, D. Szurpa, M. Cupriak)
Talent Warszawa – Szkoła Futbolu Gniezno 7:0 ( J.Potyra x2, W. Szyszkowski x2, O. Koper, A. Kondej, D. Szurpa) 

Niedziela:
Talent Warszawa – AP Calcio Wągrowiec 0:2
Talent Warszawa – UKS Śrem 0:1
Talent Warszawa – Mieszko Gniezno 1:1 (W. Szyszkowski)
Talent Warszawa – Parasol Wrocław 1:0 (A. Kondej)

Mecz o 7 miejsce
Talent Warszawa – Mieszko Gniezno CH 3:1 (A. Kondej, G. Szczęsny, W. Szyszkowski) 
 

Jechaliśmy do pierwszej stolicy Polski, aby pokazać się z jak najlepszej strony, i postarać się w pełni przełożyć elementy z treningu na warunki meczowe. Oczywiście cytując klasyka „jechaliśmy po puchar”, ale cel zawsze chcemy zdobywać używając wyszukanych i niekonwencjonalnych środków. Zamiast pucharu jest 7 miejsce. Czy cel można uznać za niezrealizowany, a wyjazd rozczarowujący? Napewno nie, a wręcz przeciwnie. 

W sobotnich meczach grupowych zaprezentowaliśmy się rewelacyjnie. Pierwsze minuty inauguracyjnego spotkania były lekko nerwowe, ale gdy udały się pierwsze składne akcję i padła pierwsza bramka to maszyna ruszyła. Nasi chłopcy nabrali niesamowitego nawet jak na nich luzu co owocowało kolejnymi świetnymi zagraniami i bramkami. Jednak mnie najbardziej cieszyło przełożenie elementów z treningu na warunki meczowe. Świetnie wychodziliśmy spod pressingu poprzez dwa, trzy krótkie szybkie zagrania i natychmiastowe przeniesienie ciężaru gry mocnym passem. Pojawiały się zagrania diagonalne i cała masa bardzo dobrych piłek prostopadłych. Te ostatnie grane przez praktycznie każdego naszego zawodnika. Oczywiście nasi rywale nie byli zbyt wymagający i nie grali futbolu wielkich lotów, ale trzeba pamiętać że w starciach z takimi ekipami czasami „męczyliśmy bułę”. Dokładając bardzo mądre poruszanie się po boisku, wyrośliśmy na faworyta całego turnieju. Sam organizator w wywiadzie dla TV Gniezno ( do obejrzenia na youtube), przyznał, że jesteśmy faworytami do pierwszego miejsca. Jedyny minus to nasza skuteczność, między innymi trzy niewykorzystane rzuty karne. No i jeszcze drugi minus- sobotnie granie dobiegło niestety końca. 

W niedzielę rozpoczęliśmy granie o miejsca 1-10, zaczynając zmagania w pięciozespołowej grupie z której do półfinałów miały awansować dwie najlepsze ekipy. Pierwszy mecz rozpoczęliśmy podobnie jak ten sobotni. Trochę nerwowości i niedokładności. Jednak udało nam się odpędzić demony i weszliśmy na wyższe obroty. Kilka kapitalnych akcji dzięki którym wykreowaliśmy pięć kapitalnych stuprocentowych sytuacji wszystkich nie wykorzystanych. Nasi rywale ograniczyli się do wykopywania piłki przez całą halę. Dwie minuty przed końcem jedna z takich piłek bezpańsko spada przed naszą bramkę, dopada do niej rywal i przegrywamy 1:0. Wszystko co najgorsze i co tak doskonale znamy powróciło i niestety odcisnęło piętno na kolejne mecze. Po tym meczu chwaliłem chłopców, uspokajałem, prosiłem o luz który prezentowali w sobotę i dobrą zabawę. Tłumaczyłem, że turniej się jeszcze nie skończył. Po ich twarzach jednak widziałem, że o powrót na właściwe tory będzie ciężko. Oni sami byli chyba też zaskoczeni trenerem który mówi spokojnie i merytorycznie zamiast odstawiać tanie show. W kolejnym spotkaniu mierzyliśmy się z UKS Śrem, czyli z ekipą która jako jedna z naprawdę nielicznych na tym turnieju „grała piłką”. Stworzyliśmy świetne widowisko, ale przede wszystkim stworzyliśmy cztery sytuację po których piłka MUSI po prostu MUSI wpaść do bramki. Futbolówka jednak niewpadła. Wpadła za to rywalom na półtorej minuty przed końcem co pozbawiło nasz szans na najlepszą czwórkę. W kolejnych dwóch meczach zremisowaliśmy oraz wygraliśmy. Widać było przygaszonych chłopców. Niby grali swoje, ale brakowało w tym tej pasji, tempa, luzu który nas tak często charakteryzuję. Po obiedzie mieliśmy rozegrać mecz o 7 miejsce. 

W ostatnim meczu z chłopców zeszło ciśnienie, oswoili się z niepowodzeniem i zagrali kapitalnie. To znowu był ten zespół nad którym człowiek wzdycha z zachwytu, a trenerom cieszy się buzia. Pokazaliśmy kto grał najlepszą piłkę z trzydziestu ekip. Mecz o 7 miejsce okazał się bardzo miłym epilogiem całego turnieju i osłodził nam niedzielę. 

Z ocen indywidualnych na pewno słowa uznania i pochwały dla Jonasza. Prezentował się znakomicie, a niektórymi swoimi zagraniami jak np. prostopadła piłka lewą noga wręcz szokował trenera Mariusza. Ja jego występ skwituje jednym słowem- dojrzał. Dobry turniej również w wykonaniu Alana. „Szirer” nie jest typem halowca, ale radził sobie naprawdę bardzo dobrze. Robił różnicę swoją lewą nogą oraz super zejściami na prostopadłą piłkę. Trzecim wyróżnionym jest „Peri”. Olek w sobotę prezentował się znakomicie i zdobył kapitalną bramkę. W niedziele grał mniej zwłaszcza w tych meczach na styku ze względu na to, że jeszcze musi popracować nad lepszą grą jeden na jeden w defensywie. 

W podsumowaniu tego turnieju odniosę się do tytułu. W niedzielne popołudnie czuć było niedosyt wszystkich. Patrząc na styl jaki prezentowały zespoły, które walczyły o najwyższe miejsce cisnęło się na usta, że to powinniśmy być My. Przypominając sobie, że dokładnie rok temu wracaliśmy ze Słowacji również z 7 miejscem można czuć się rozczarowanym i nienasyconym. I tak czułem się rok temu. W tym roku oprócz złości, że w szkoleniu młodzieży na lepsze zmienia się bardzo pomału (a w niektórych miejscach w ogóle), czułem zadowolenie. Zadowolenie spowodowane tym, że cele wyjazdu zostały zrealizowane. Elementy z treningu zostały fantastycznie przeniesione na warunki meczowe. W rozegraniu od tyłu przestaliśmy „zjadać własny ogon”, a zamieniliśmy to na wyjście spod pressingu i przeniesienie gry w idealnym momencie. Każdy z naszych koników robił odpowiedni ruch i praktycznie cały czas tworzył linie podania. Warunki do gry naszego stylu były naprawdę ciężkie ze względu na bardzo małą halę czy granie w składach 4 plus 1, jednak nam się to udawało. Trzeba pamiętać w takich chwilach, że wynik w turnieju nie jest wypadkową stylu i umiejętności. Turnieje są specyficzne, i tą specyfikę należy oczywiście przyjmować ale się nią nie przejmować i nie robić sprawy nadrzędnej. Bardzo dobrze, że jesteśmy nienasyceni, głodni sukcesu, głodni rozwoju, chcemy dążyć do perfekcji. Mimo pochwał jest w naszej grze, i każdego „konika” milion elementów do poprawy. Uważam, że ten turniej, to miejsce (siódemka podobno jest szczęśliwa) to kolejny świetny bodziec do ciężkiej i fajnej pracy jaką wykonujemy od dłuższego czasu. Nasycenie i wykonanie tych najważniejszych celów ma przyjść za jakąś dekadę, a narzędzi do realizacji nie zmienimy chociaż byśmy mieli przegrać z AP Calcio jeszcze 100 meczów ( mam nadzieje, że nie spotkam ich już na swojej drodze nigdy). 

P.S. Trenerzy chwalący Jonasza, zachwycali się jego warunkami fizycznymi i siłą, co pokazuję w jak toksycznym środowisku się znaleźliśmy. 

P.S. 2 Zachowanie chłopców w trakcie wyjazdu, postawa, świadomość – pełna profeska za co wielkie brawa.