Porażka w lidze zimowej!

W niedzielę rozpoczęliśmy kolejne zmagania w lidze zimowej.

W niedzielę rozpoczęliśmy kolejne zmagania w lidze zimowej. Tym razem organizowane przez Escolę na Białołęce. Podejmowaliśmy zespół Syrenki Białobrzegi, któremu ulegliśmy 11:9. Na listę strzelców wpisywali się: J. Potyra x2 W. Szyszkowski x2 J. Socha x2 K. Zub x2 oraz M. Cupriak.
    
Skład: P. Sierawski, M. Cupriak J. Socha W. Szyszkowski J. Potyra G. Szczęsny D. Nowak B. Habib D. Szurpa K. Zub P. Kończyk
 

Liga Zimowa Escoli przekonała mnie dlatego, że za ich inicjatywami zawsze stoi jakość. Niestety jednak w przypadku tej ligi poszli zdecydowanie w ilość. Boisko, na którym już rok temu graliśmy 5 plus 1 zostało podzielone na pół i na nim graliśmy w identycznym zestawieniu. Dodając do tego rodziców stojących 30 centymetrów od linii lub bramki – średnio, bardzo średnio. Chciałem tutaj też zaznaczyć, że napisałem do organizatora wiadomość, aby zakazać wnoszenia trąbek i wuwuzel, gdyż to co działo się w niedzielę to jakiś koszmar. Tyle o organizacji, czas przejść do meczu. 
W szatni chłopcy zostali poinformowani o tym, że rozpoczynamy oficjalne przygotowania do rundy wiosennej. Wszyscy dostaną swoją szansę, a dwa najbliższe miesiące będą bardzo intensywne. 
Zawodnicy dostali dwa założenia przed meczem – każdy miał stwarzać linię podania oraz jak najszybsza organizacja i doskok po stracie piłki. Z pierwszego wywiązywali się nawet nawet, z drugiego fatalnie. Jeżeli chodzi o ofensywę kompletnie brakowało dobrego przyjęcia piłki i co dziwne – jakości w technice. Na tak małym polu przy takiej intensywności i przy naszym stylu, pierwszy kontakt z piłką musi być perfekcyjny. Niestety piłka zostawała pod nogą, przyjmowaliśmy ją na trzy, cztery razy lub przy prowadzeniu stawaliśmy na niej. Skrzętnie to wykorzystywał przeciwnik, który doskakiwał, nie patyczkował się  w swoich poczynaniach. Jeżeli chodzi o defensywę to kompletnie byliśmy pogubieni przy przesuwaniu (co mogę zrozumieć, bo dawno nie graliśmy 5 plus 1), ale byliśmy również zdecydowanie za daleko od przeciwnika i za mało agresywni, impulsywni (nie to, co na treningu). 
Mecz posłużył do kolejnych eksperymentów, przemyśleń. Znowu lekko pozmieniane pozycję – takie mieszanie pozycjami nasili się w najbliższych tygodniach. Znowu konsekwentna gra od tyłu, mimo wszystko i mimo braku miejsca na klepkę z tyłu – tego nie zmienimy, tego nauczymy się tak, że i 300 spartan będzie mogło nas pressować. I znowu olbrzymia ochota wejścia z piłką do bramki – to chciałbym powoli zmienić na konkretną i przemyślaną decyzję o strzale z dystansu. Niestety oprócz „Mary” i „Soszki” reszta dysponuję „pruknięciami”, więc już wole jak wjeżdżają z piłką do bramki. I jak jesteśmy przy wspomnianej dwójce – to dla nich wyróżnienia. Pewni w defensywnie, konkretni i  dynamiczni w rozegraniu. Jak ten duet się dotrze to w środku pola może być ciekawie. 
Co do przebiegu meczu, my konsekwentnie budowaliśmy akcję – tak jak już napisałem, raz lepiej raz gorzej. A nasi przeciwnicy prostym środkiem zdobywali bramki np. długi wyrzut z autu ręką w pole karne i gol głową – Tomasz Hajto byłby dumny. 
Po uszach naszym „Konikom” dostało się tylko za to, że w momencie, gdy w drugiej połowie straciliśmy cztery bramki pod rząd to stanęli i się nie zniechęcili. Nie o wynik gramy, a o rozwój i realizację założonych celów!