Akademia piłkarska Talent Warszawa
Udana Inauguracja
Wygrana na starcie ligowych zmagań.
W sobotę 1.09 rocznik 2007 rozpoczął swoje rozgrywki ligowe meczem na własnym boisku z Agape Białołęka. Mecz zakończył się wygraną Talentu 2:1, a wynik nie do końca oddaje przebieg spotkania.
Talent Warszawa- Agape Białołęka 2:1 (1:0)
1:0 N.Natan as. J. Socha
2:0 A. Świątek as. N. Natan
Skład: M. Zakrzewski – W. Szyszkowski, G. Szczęsny, M. Cupriak, A. Kondej, O. Koper, J. Socha, I. Veadin, A. Świątek, N. Natan, K. Żyła, J. Potyra, A. Perucki
Mecz rozpoczął się od budowania naszych akcji w ataku pozycyjnym. Przeciwnik dość mocno okopał się pod swoją bramką i czekał na rozwój wydarzeń. Gra w ataku pozycyjnym( chyba najcięższym z możliwych w futbolu) wychodziła nam całkiem nieźle i z minuty na minutę stwarzaliśmy sobie więcej sytuacji i były to sytuacje co raz bardziej klarowne. Podchodziliśmy tęż do rywala co raz to wyższym pressingiem, dzięki czemu po przytomnym przechwycie i podaniu „Soszki” Nikodemowi wystarczyło dostawić stopę. Końcówka I połowy to już nasza dominacja w której zabrakło kropki nad „i” w postaci drugiej bramki.
Druga połowa była bardziej szarpana. W tej szarpaninie to jednak my byliśmy cały czas stroną mocno dominującą i stwarzająca okazję, czego efektem druga bramka zdobyta przez „Świętego”. W te części gry zabrakło pogrania piłką, przegrania strony, trochę przegonienia przeciwnika po boisku. Mogło to być spowodowane dość chaotycznym sędziowaniem oraz tym, że nasze „Koniki” chciały aż za bardzo i za szybko strzelić kolejnego gola aby „zabić” mecz. Jednak na to nie pozwolił sędzia, który podyktował kuriozalny rzut karny dla gości . Końcówka emocjonująca, jednak dalej z naszą przewagą, gdzie stwarzamy sytuacje bramkowe. Trzeba tutaj dodać, że drużyna Agape Białołęka jedyny celny strzał w tym meczu oddała z rzutu karnego.
Na wyróżnienia na na pewno zasługuję para środkowych obrońców Grzesiek – Maciek, która zagrała po profesorsku. Tym większe brawa dla Mary, który z pełną świadomością i dla dobra ogółu zostawił swoje ambicje grania na „6” i dał siebie wszystko na środku obrony. Podobnie jak Oski, którego nogi muszą być ze stali, gdyż po raz kolejny był niemiłosiernie faulowany.
Dzień Konia na prawej stronie miał „Szyszka”, który na 60 minut ją dla siebie przywłaszczył i gdzie rządził i dzielił. Naszych „ dziewiątek” nie pompuje pochwałami, czekam na hattrick w ich wykonaniu.
Podsumowując nie był to nasz jakiś wybitny mecz, ale było w nim sporo pozytywów dzięki którym spokojnie patrzymy w najbliższa przyszłość.
